MIESIĘCZNIK

DIECEZJI

EŁCKIEJ

 

 

strona główna | o nas | kontakt | archiwum 

 

 

Numer grudniowy: 

 

___________________

 

W numerze: 

 

 JEZUS MIŁOSIERNY W RODZINACH

 CARITAS - MIŁOŚĆ MIŁOSIERNA 

 REPORTAŻ

 KOŚCIÓŁ NA WSCHODZIE

 ODESZLI DO PANA 

 Z WIZYTĄ W PARAFII

 ROZMOWA

 ROK LITURGICZNY

 SŁOWO BOŻE 

 BIBLIA 

 PODRÓŻE 

 KULTURA 

 MŁODZIEŻ 

 DZIECI 

 RELAKS 

 

 

Jeżeli chcesz zapoznać się ze szczegółowym spisem numeru: 

>> kliknij <<

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Z życia mieszkańców ełckiej noclegowni: Ciepły kąt

Drzwi otwiera człowiek o niebieskich oczach, falistych siwych włosach do ramion, zmęczonej twarzy. Całym swoim ciałem zasłania wejście, jakby bronił twierdzy. 

— W jakiej sprawie? – pyta. Przyzwyczajeni jesteśmy, że bezdomni zadają nam inne pytania: masz papierosa... parę groszy... A jego słowa brzmią urzędowo, oczekuje rzeczowej odpowiedzi. 

W środku, w świetlicy parę osób ogląda telewizję. Wychodzi kierownik placówki – miły, młody człowiek. Jego żona niedługo urodzi dziecko. Pomaga innym nie tylko dlatego, że ma taką pracę. Jest psychologiem, osobą wierzącą. Poznaję pierwszego bezdomnego.

czytaj więcej

__________________________________________________

W Chersonie na Ukrainie 

W drugą niedzielę Adwentu, 4 grudnia, modlimy się za Kościół na Wschodzie. Pracują tam również księżą z naszej diecezji. Jeden z nich, ks. Jan Dargiewicz, od niedawna jest duszpasterzem w Chersonie na Ukrainie. Kiedyś były tu warsztaty i kino. 

Jestem w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Chersonie, jednym z 25 miast wojewódzkich Ukrainy, położonym nad Dnieprem. W 1778 r. caryca Katarzyna II wydała polecenie generałowi G. A. Potiomkinowi zbudowania u ujścia Dniepru portu i stoczni. Kościół i parafia katolicka powstawały razem z miastem. W latach 1924–1938 na terenach obecnego województwa chersońskiego pozamykano wszystkie świątynie katolickie, w tym również kościół w Chersonie (1932). Został on zamieniony na warsztaty remontowe kinematografii, a w roku 1958 w świątyni urządzono dziecięce kino im. Pawlika Morozowa. Taki stan utrzymał się do roku 1994, kiedy to część kina przeznaczono na pomieszczenie sakralne. Dopiero w roku 2000 obiekt w pełni został oddany wspólnocie katolickiej. Jest to jedyny kościół katolicki w mieście.

Kościół długo pozostawał w rękach władz cywilnych, co wyraźnie rzutuje na jego obecny stan. W niczym nie przypomina obiektu sakralnego. Msza św. odbywa się w sali kinowej, gdzie nie ma okien. Praktycznie do tego roku nie było żadnego zaplecza duszpasterskiego. Tym bardziej wzruszająca jest determinacja katolików, którzy często z odległych krańców miasta i okolic przyjeżdżają na Msze św. Miasto jest wielonarodowościowe. Do naszego kościoła przychodzą Ukraińcy, Rosjanie, Polacy, Niemcy, Ormianie. Większość z nich żyje bardzo biednie, dlatego jednym z priorytetów pracy w tej parafii jest pomoc materialna i socjalna.

Pomagamy duszpastersko i socjalnie

Zarówno w samym mieście, jak i okolicznych wioskach, do których dojeżdżamy najdalej 180 km) mieszka wielu chorych i starszych ludzi, często samotnych, w warunkach uwłaczających ludzkiej godności. Raz w tygodniu odwiedzamy hospicjum miejskie, w którym w bardzo trudnych warunkach przebywa około 50 chorych. Dwa razy do roku, z okazji Bożego Narodzenia i Wielkanocy, jesteśmy zapraszani do domu dla starszych i obłożnie chorych w Kamyszanach. Przebywa tam 300 kobiet w różnym wieku (również dzieci) i z różnym stopniem zaawansowania niepełnosprawności. Praktycznie zupełnie wyizolowane od świata zewnętrznego. Żyją z dotacji państwa, które w minimalnym stopniu zabezpieczają podstawowe potrzeby. Przywozimy wtedy żywność i ubrania, czasem lekarstwa, prezentujemy program artystyczny, wspólnie się modlimy. Raz w miesiącu odwiedzamy tak zwany internat – miejsce, gdzie przebywają dzieci chore część z nich na AIDS), pozbawione opieki rodziców. Mieszka tam 70 dzieci w wieku przedszkolnym. Staramy się zawsze iść ze słodyczami i zabawkami. Dyrekcja internatu nabiera do nas zaufania, więc mamy nadzieję, że wkrótce będziemy mogli dzieciom zaoferować szerszą pomoc, spędzać z nimi więcej czasu. Kilka tygodni temu kolejny internat poprosił, by sprawować opiekę nad dziećmi, odwiedzać, pomagać. Odwiedzamy również ludzi chorych w domach. Jedna z pracujących w parafii sióstr jest z zawodu pielęgniarką i pod jej opieką świadczymy pomoc samotnym chorym. W zależności od potrzeb chorego udzielana jest fachowa pomoc pielęgniarska, sprzątamy, zaopatrujemy w leki i żywność. Tego typu opieką objętych jest 25 osób.Troszczymy się również o dzieci ulicy (bezprizornyje), często głodne, brudne, zostawione samym sobie, zbierające się w małe gangi.

Na parterze, w pomieszczeniach odremontowanego przy pomocy ofiarodawców skrzydła dobudowanego do kościoła jest świetlica dla dzieci szkolnych. Większość z nich jest z biednych rodzin, z reguły niepełnych. Często przyczyną rozpadu małżeństw ich rodziców jest alkohol i narkotyki. Są wśród nich dzieci niedożywione, chore na gruźlicę i AIDS.

Ks. Jan Dargiewicz

___________________________________________________

 Z wizytą w parafii - JAMINY

W 1755 roku Teodora Sapieha ufundowała na piaszczystej górce w Jaminach drewniany kościół, ale nie uposażyła parafii w ziemię. Uczynił to w 1793 roku król Stanisław August, jednocześnie nakazując budowę nowego kościoła, w miejsce poprzedniego, który spłonął w 1789 roku.

Wzniesiono jednak tylko prowizoryczną kaplicę, a w 1849 roku drewniany kościół przewieziony z Augustowa, który do dzisiaj jest kościołem parafialnym. Obecnie urząd proboszcza pełni ks. Krzysztof BRONAKOWSKI. Jest też emeryt, były proboszcz, ks. prał. Edward Cwalina. 

Ks. Krzysztof Bronakowski jest proboszczem w Jaminach dokładnie od 15 sierpnia 2003 roku. Mówi, że z reguły szybko się przyzwyczaja do nowego miejsca. Już po dwóch tygodniach w Jaminach czuł się jak u siebie w domu. – Muszę przyznać, że tutaj są wspaniali ludzie i tym bardziej łatwo się zaaklimatyzować – dodaje.

Gdy byłem alumnem trzeciego roku łomżyńskiego seminarium, ówczesny bp Juliusz Paetz dał wtedy wszystkim „sutannowym” misję do głoszenia kazań. Było to przed wizytą Jana Pawła II w Łomży i wiązało się z wyjazdami do parafii w celu zbierania ofiar. Wtedy pierwsze w życiu kazanie głosiłem właśnie w Jaminach. Zupełnie nie myślałem, że za kilkanaście lat będę tutaj proboszczem – wyznaje ks. Krzysztof.

Parafia jest rozległa. Niektórzy mają do kościoła prawie 15 kilometrów. Zwłaszcza parafianie z Jasionowa, prawie pod Dolistowem, mają sporo kilometrów do świątyni. Mieszkają wśród łąk, w Biebrzańskim Parku Narodowym. Piękne tereny. Nieraz ci, którzy są bardziej oddaleni w kilometrach od kościoła, częściej do niego przychodzą niż ci z bliska. – Zauważam wśród swoich parafian zgodę, wzajemne poszanowanie, pomoc sąsiedzką. Sąsiad sąsiada przywozi do kościoła – mówi ks. Krzysztof. W Polkowie jest kaplica dojazdowa. Parafia znajduje się w obrębie parku biebrzańskiego i w jego otulinie. Nieduża. Liczy ponad tysiąc wiernych. W wakacje przybywają turyści. Są gospodarstwa agroturystyczne. Zabytkowa, drewniana świątynia, położona na wzniesieniu, przyciąga uwagę już z daleka. Wokół cmentarz grzebalny, a na nim wiele również starych, cennych nagrobków, m.in. odlewanych w słynnej hucie Brzostowskiego. Jest kwatera żołnierzy niemieckich z pierwszej wojny światowej.

Każda wieś ma przynajmniej jedną drewnianą kaplicę przydrożną. Przy nich mieszkańcy żegnają zmarłych. W Dębowie Kanał Augustowski łączy się z Biebrzą i jest tam ostatnia śluza na kanale. Śluzowym jest Polak z Kazachstanu, który kilka lat temu przyjechał tutaj z rodziną. W Dębowie znajduje się też elektrownia wodna. We wsi Kopytkowo, co ciekawe, zostało tylko dwóch gospodarzy. Jeden jest sołtysem. Na skraju tej wsi odnajdziemy Zajazd na Końcu Świata. Dalej już tylko biebrzańskie uroczyska i bagna. Są wieże widokowe, stare barcie kryte słomą… Zawsze bardzo wielu turystów, zwłaszcza latem. Często można zobaczyć łosia.

Parafianie to głównie rolnicy, nastawieni na produkcję mleka. Łąk pod dostatkiem. Niektóre gospodarstwa są naprawdę nowoczesne – zautomatyzowane linie udojowe. W Mogielnicach budowana jest obora, sponsorowana przez Unię Europejską, najnowocześniejsza w całym regionie. Ludzie są bardzo pracowici. Pracują ciężko. Wstają już o czwartej rano, aby doić krowy, bo wpół do szóstej przyjeżdża po mleko samochód z mleczarni. Cóż, bez pracy nie ma kołaczy.

Proboszcz planuje wiosną malować drewnochronem kościół, przynajmniej wieże. Następnie – co zaproponował wójt gminy – utwardzić parking. Usunięto niepotrzebny drzewostan z cmentarza. Drewno przekazano szkole w Jaminach. To tzw. szkoła stowarzyszeniowa, nie samorządowa. Utrzymuje się z pomocy rodziców uczniów.

– Ludzie są bardzo chętni do pomocy – mówi proboszcz. – Kończymy remont zabytkowych, 12-głosowych organów. Wcześniej tylko jęczały, a teraz wydają wspaniałe dźwięki. Ks. Krzysztof chwali też swoich parafian za piękny śpiew, zwłaszcza w kaplicy w Polkowie.

Na początku marca parafię nawiedził obraz Jezusa Miłosiernego. Kiedy odprowadzano do Sztabina, była wielka śnieżyca. Dwa wozy strażackie przebijały zaspy i torowały drogę. Mimo zamieci śnieżnej parafianie przybyli na spotkanie z Jezusem Miłosiernym. Od pierwszej niedzieli Adwentu nawiedza On rodziny. – Parafianie w każdej rodzinie czekają na ten obraz i głęboko przeżywają nawiedzenie – zauważa proboszcz. 

Ks. Krzysztof utworzył scholę dziecięcą, wprowadził Msze św. dla dzieci. Prężnie działa parafialny zespół Caritas. Istnieje aż 15 kółek różańcowych, w tym jedno męskie. Są dwie grupy tzw. Dzieła Nieustannej Nowenny. Przygotowanie młodzieży do bierzmowania odbywa się w małych grupach, zgodnie z praktyką nowej ewangelizacji. W spotkaniach z młodzieżą uczestniczy proboszcz i katecheta.

Ks. Krzysztofowi służy pomocą, w konfesjonale i nie tylko, ks. prał. Edward Cwalina, obecnie emeryt, który tutaj przez wiele lat był proboszczem.

Ks. Jerzy Sikora

___________________________________________________

 Przyjechałem, by słuchać i dzielić się wiarą (rozmowa z bratem Siegmarem z Taizé)

— Przyjechał Brat do Polski, m.in. do Ełku. Jaki jest cel?

— Chciałbym spotkać się z grupami przygotowującymi młodych do Pielgrzymki Zaufania przez Ziemię, którą co roku na przełomie grudnia i stycznia organizuje wspólnota braci z Taizé. W Polsce jest około 220 punktów przygotowawczych. Prowadzą one spotkania w kościołach, w czasie których dzielą się przemyśleniami związanymi z wiarą i refleksjami płynącymi z listu brata Rogera. Chciałbym również spotkać się z tymi, którzy jadą w tym roku do Mediolanu. 

— Jak będzie wyglądało 28. Europejskie Spotkanie Młodych w stolicy Lombardii?

— Przez pięć dni, od 28 grudnia do 1 stycznia, pielgrzymi będą uczestniczyć w życiu tamtejszych wspólnot parafialnych. Żyjąc na przemian modlitwą i ciszą, dzieląc się doświadczeniem wiary, będą mogli po powrocie stawać się głosicielami Ewangelii i pokoju we wspólnotach, z których pochodzą. W trakcie pielgrzymki będzie można także zwiedzić katedrę, muzea, zobaczyć się z Siostrami Miłosierdzia, z bezdomnymi, więźniami, żeby dostrzec znaki nadziei.

Tegoroczne spotkanie będzie pierwszym bez brata Rogera.

— Niestety tak. Teraz brat Alois, jego następca, będzie przez te pięć dni prowadził wieczorne medytacje. 

Jest Brat jedenasty rok we wspólnocie w Taizé. Sześć lat temu złożył śluby wieczyste. Co ślubują bracia żyjący we wspólnocie ekumenicznej w Taizé?

— Poświęcają z miłości całego siebie Chrystusowi, zobowiązują się do służenia Bogu we wspólnocie w komunii z innymi braćmi, wyrzekają się wszelkiej własności, by żyć we wspólnocie dóbr materialnych i duchowych, oddają się niepodzielnej miłości Chrystusa przez ślubowanie celibatu, posłuszeństwo decyzjom przeora oraz zobowiązują się do czuwania nad braćmi w dobrych i złych dniach, w cierpieniu i radości, rozpoznając w nich Chrystusa.

Ilu braci liczy obecnie wspólnota?

— Stu 25 narodowości, są wśród nich protestanci i katolicy. Pochodzą ze wszystkich kontynentów, oprócz Australii. Niektórzy bracia żyją we frateriach na innych kontynentach, gdzie służą lokalnemu Kościołowi, pracują z niepełnosprawnymi czy uczą podstawowych czynności związanych z prowadzeniem domu, jak jest w Brazylii, Korei Południowej, Bangladeszu i Senegalu. 

Co chciałby Brat powiedzieć polskiej młodzieży?

— Przyjechałem, by słuchać innych, rozmawiać i dzielić się wiarą. Nie jestem nauczycielem ani mistrzem duchowym, żeby ludzie tylko mnie mieli słuchać.

Rozmawiała: Agnieszka Gilewska

 

 

POWRÓT